Faye czuła wzrok Finna na sobie. Jak on nie mógł martwić się o swojego własnego brata i nie rozumieć jej obaw? A do tego ta jego zazdrość.
Faye spojrzała na swoich przyjaciół kiedy odchodziła. Wszyscy się śmiali, nawet Liz i Jimmy.
Każdy cieszył się ze wszystkich stron, ale ona po prostu nie mogła bez znalezienia Lucasa i upewnienia się, że wszystko jest ok. Czy ona jest głupia, że tak bardzo się niepokoi? Może jest. Po tym wszystkim co Faye widziała w walce z Marcy Marrow… Faye zadrżała. Czasem myślała, że nic już nie wróci do normy i chyba się nie myliła.
Rezydencja Marrorów miała kilka pięter, ale Lucas wykorzystywał z niej tylko trzy czy cztery pokoje. Lucas stał się dobrym przyjacielem Faye, Jimmyego, Liz, prawie wszystkich. Oczywiście oprócz Finna, który trzymał wciąż dystans, a Faye nie mogła zrozumieć dlaczego. Lucas był miły i wspaniałomyślny. Faye chciała by Finn dał Lucasowi większe szanse. Zazdrość o swojego brata była śmieszna.
Candy nie żartowała mówiąc, że gubi się w tej rezydencji – była ogromna. Faye myślała o ludziach, którzy ją zbudowali. Miała ochotę się o to zapytać jej tatę i swoją ciocię Pam – oni wiedzieli wszystko o Winter Mill.
Faye stanęła przed pokojem Lucasa i zapukała. Nie było żadnej odpowiedzi i żadnego dźwięku od zewnątrz. Zapukała ponownie by się upewnić i otworzyła drzwi.
Wnętrze pokoju było takie jak zawsze. Była duża kanapa i kilka foteli. Lodówka była pełna coli – ulubionego napoju Lucasa. Stereo Lucasa było wyłączone, ale jego iPod był podłączony. Uśmiechnęła się gdy zobaczyła zdjęcie wszystkich razem na regale Lucasa. Było zrobione w zeszłą niedzielę w której zorganizowali grilla. Wszyscy siedzieli w kręgu na trawie, a Lucas stał za nimi ubrany w fartuch i śmieszny ogromny kapelusz. Kiedy Faye rozejrzała się powrotem po pokoju jej uśmiech znikł.
Nie było żadnych oznak, które wskazywałyby na obecność Lucasa. Coś jednak było nie tak. Po chwili Faye zorientowała się, co to było : gitara Lucasa była na swoim miejscu, podobnie jak jego zestaw perkusyjny. Faye wzięła gitarę, pobiegała palcami po strunach i coś szarpnęło jej serce. Lucas nigdy nigdzie nie chodził bez swojej gitary. Lucas pracował nad swoim nowym albumem piosenek – które grał jej ostatni raz gdy z Liz przyszła do niego po szkole. Lucas powiedział, że szuka inspiracji, które może znaleźć w każdej chwili i że nosi gitarę wszędzie ze sobą. Jedynie nie nosił gitary do szkoły by nauczyciele nie skonfiskowali mu jej.
Teraz Faye była naprawdę przekonana, że coś jest nie tak. Zamknęła drzwi i pobiegła powrotem na dół by znaleźć Finna na drodze. Zatrzymali się kilka kroków od siebie i spojrzeli na siebie.
Teraz Faye była naprawdę przekonana, że coś jest nie tak. Zamknęła drzwi i pobiegła powrotem na dół by znaleźć Finna na drodze. Zatrzymali się kilka kroków od siebie i spojrzeli na siebie.
- Faye. – powiedział. – Przykro mi. Naprawdę mi przykro. To było głupie. Jestem głupi.
Faye uśmiechnęła się. – Jest OK.
- Tak?
- Myślałam, że ci jest przykro, że nie słuchałeś moich przypuszczeń o Lucasie. Finn, jego naprawdę tutaj nie ma.
Finn zmarszczył brwi. – Jesteś pewna?
- Jego gitara jest na swoim miejscu. Gdyby miał gdzieś pojechać wziąłby samochód, a jakby chciał się przejść zabrałby gitarę ze sobą.
- Nie wiemy tego na pewno.
- Ja wiem. Lucas nigdzie nie wychodzi bez gitary.
Finn skrzyżował ręce marszcząc brwi. – A co z jego śpiewnikiem? Nie widziałaś go?
Faye westchnęła. Nie widziała go, zwykle ksiązka była oparta przy gitarze Lucasa.
- Nie. – przyznała. – Nie ma go tam gdzie zwykle jest.
- Widzisz? Pewnie nie wziął gitary, ale śpiewnik. Naprawdę nie masz o co się martwić. Może poszedł na spacer i chce zrobić wielkie wejście?
Faye zmarszczyła brwi. – Lucas nie jest taki.
- Ok., przykro mi. Słuchaj, Faye. Nie chce walczyć. Przyjdź, weź napój i możemy rozmawiać.
Faye niechętnie skinęła głową. Lucas poprowadził Faye po schodach i zeszli na dół.
Na zewnątrz chyba nikt nie zauważył braku Lucasa. Wszyscy się śmiali i tańczyli. Finn wlał w kubek trochę coli Faye, która patrzyła jak Candy chce zaciągnąć Madoc do tańca.
- Tu jesteś. – powiedział Finn i podał szklankę coli Faye. – Chcesz być na bieżąco?
Faye wzięła szklankę z uśmiechem. – Tak, wszystko jest w porządku.
- Cóż… To trochę dziwne, dopiero odkryłem, że Lucas jest moim bratem. To doprowadza mnie trochę do szaleństwa. Przepraszam.
Faye westchnęła. – Musisz poznać go lepiej.
Finn wzruszył ramionami. – Próbowałem, Faye. Myślę, że jesteśmy za bardzo odmienni.
- Finn, przykro mi, ale ja naprawdę mam zamiar wrócić do domu.
Finn wsadził ręce w kieszenie. – Mogę cię odwieźć.
- Nie, dzięki, przejdę się sama przez las.
- Faye. – powiedział cicho. – Naprawdę długo cię nie widziałem. Tęskniłem za tobą.
- Przykro mi, ale jestem zmęczona. Chcę wrócić do domu.
- Pozwól mi przynajmniej ciebie odprowadzić.
Faye odparła z uśmiechem : - OK.
2 komentarze:
Łoł duuuużo tegooo
^ Wcale nie tak dużo. Są grubsze książki :)
Prześlij komentarz