Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mortal Kiss. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mortal Kiss. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 września 2011

Mortal Kiss 2 - rozdział 7 PL

  
Samotna. Faye biegnie, jej nogi dudnią po miękkiej ziemi. Ogromne pnie drzew były jak mur, przez który nie mogła się przebić. Wilk był na piętach, jego oddech na plecach. Faye zaczęła czuć jego łapy, zęby…
Faye otworzyła oczy, jej serce biło bez końca. Przez chwilę nie wiedziała gdzie jest, ale po chwili zorientowała się, że jest w sypialni Liz. Faye kilka tygodni wcześniej miała egzamin na prawo jazdy, ale wciąż nie była przekonana o jeździe w nocy. Dlatego też Liz przygarnęła Faye do swojego domu na noc.
Na śniadaniu żadna z przyjaciółek nie była szczęśliwa gdy jednego z ich przyjaciół potencjalnie brakowało. Zazwyczaj dziewczyny leniuchowały w łóżku bardzo długo, ale tym razem obie chciały wstać od razu.  Faye próbowała dodzwonić się do Lucasa, jak tylko się obudziła, ale nie było odpowiedzi. Dziewczyny ułożyły pytania cioci Pam w nocy by móc na nie sensownie odpowiedzieć.
Dwie dziewczyny jadły śniadanie w ciszy podczas gdy słońce wdzierało się na stół, zbyt jasne dla oczu.
- Wszystko w porządku? – Faye spojrzała w górę by zobaczyć Sierżanta Micha Wilsona, ojca Liz, stojącego w drzwiach trzymając filiżankę kawy. – Oboje jesteście tak cicho. Impreza wam się nie spodobała? 
Faye zobaczyła jak Liz się uśmiecha i postanowiła zrobić to samo.
- Jesteśmy zmęczone. – powiedziała Liz nie chcąc kłamać ojca i równocześnie nie chcąc mówić mu czegoś o Lucasie. Jeszcze niedawno sierżant Wilson był pod wpływem zaklęcia Mercy Marrow. Nie pamięta teraz wiele o tym, więc to jeszcze gorzej. Liz powiedziała Faye, że jej ojcu nie podoba się to, że spędza czas z Lucasem chociaż Lucas stopniowo zdobywał zaufanie jej ojca.
Dziewczyny rozmawiały w nocy i zdecydowały, że powiedzą wszystkim to samo co Finn – że Lucasa nie było, ponieważ wypróbowywał swój nowy motocykl.
- Naprawdę? Nie wróciłyście zbyt późno. – powiedział sierżant Wilson przechylając kubek z resztkami kawy do zlewu i zakładając swój policyjny mundur. – W każdym razie, do zobaczenia później. Trzymajcie się.
Po jego odejściu dziewczyny udały się do pokoju Liz i siedziały ze skrzyżowanymi nogami na łóżku. Dla Faye to, że powiedziała, że jest zmęczona nie była kłamstwem – naprawdę tak się czuła. Miała wiele snów i zastanawiała się czy powiedzieć Liz o wszystkim.
 Liz złapała wzrokiem jej oczy i zmarszczyła brwi. – Co się stało?
Faye potrząsnęła głową. – Nic wielkiego. Po prostu znowu miałam ten dziwny sen.
- Chodzi ci o ten sen z wilkiem? Co się stało tym razem?
- Zawsze to samo, tak w kółko. Wciąż na mnie poluje.
- Powiedziałaś Finnowi?
- Starałam mu się powiedzieć, ale walka przerwała rozmowę. – westchnęła. – Pewnie myślisz, że zwariowałam, ale nie mogę oprzeć się myśli, że wszystko jest połączone w całość.
Liz zmarszczyła brwi. – Jak to?
- Lucasa nie ma. Sny… Do tego walka pomiędzy The Black Dogs. Wydaje mi się, że to część czegoś większego.
- Część, czego dokładnie?
- Nie wiem. To tylko uczucie.
- Miałaś te sny już kilka tygodni temu, jak mogą być połączone? – Liz wyglądała jakby miała coś dopowiedzieć, ale zadzwonił jej telefon. Podniosła go patrząc na ekran. – To mama Jimmy’ego. – powiedziała po kliknięciu przycisku „Odbierz”. 
– Dzień dobry, pani Paulsen. Jak się pani ma?
Faye obserwowała zmiany na twarzy Liz gdy kobieta po drugiej stronie telefonu mówiła coś do niej.
- O mój boże! – krzyknęła Liz. – Wszystko z nim dobrze? Gdzie teraz jest? Czy mam… Tak, jasne! Będę tam od razu.
- Co się stało? – zapytała Faye marszcząc brwi kiedy jej przyjaciel zadzwonił.
- Jimmy złamał nogę. – powiedziała Liz wstając z łóżka w poszukiwaniu butów.
- Przyszedł z motorem rano. Zgubił telefon i dopiero teraz wrócił ze szpitala.
- O nie! Biedny Jimmy!
- Muszę iść i zobaczyć go już teraz. – powiedziała Liz. – Idziesz ze mną?
Faye potrzasnęła głową. – Przykro mi, powiedz mu, że przyjdę później by go zobaczyć. Motocykliści wrócą około południa, Finn martwi się o nich, szczególnie o tych którzy chcieli wyjechać. Chcę być z nim.

Fin ścisnął dłoń Faye. – Kocham cię za to, że chcesz tu być. – powiedział. – Ale wolałbym jakbyś siedziała bezpiecznie w domu. Nie mam pojęcia co się może wydarzyć. -
Faye zacisnęła swoje palce wokół niego. Finn nie powiedział Black Dogom, że będzie z nimi, ale chciał na własne oczy zobaczyć kim byli Ci ludzie. To nie miało sensu dla niego : Z nikąd zjawili się jacyś ludzie i zaoferowali pracę. W pierwszej kolejności – jak oni znaleźli Black Dogów tak po prostu? Ludzie z GPS’em mieli problem ze znalezieniem Winter Mill, nie mówiąc już o polanie w lesie otaczającą miasteczko.
- Nie pozwolę żebyś zrobił to sam. – powiedziała cicho Faye. – To właśnie oznacza bycie razem, nie? Będę tam dla ciebie choćby nie wiem co.
Finn zatrzymał się patrząc na Faye z poważną miną. – Tak. – powiedział. – Cóż, więc… Słuchaj, Faye. Jeśli chodzi o Lucasa… - Faye pokręciła głową i przerwała Finnowi.
- Nie mówmy o tym teraz. Na razie mamy co robić. – Finn skinął głową i odpowiedział:
- Masz rację. Jak zwykle. Ale później pogadamy, OK.? Nie chcę niczego złego pomiędzy nami. Szczególnie jeśli chodzi o młodszego brata.
Faye uśmiechnęła się do niego. – OK.
Byli już na miejscu. Faye obserwowała zmartwioną twarz Finna. Wiedziała, że był zmartwiony i zastanawiała się co myślał. Może o tym, że powinien wrócić do nich? Że powinny znowu być w drodze? Faye chciała skończyć szkołę i pójść na studia. Chociaż próbowała znaleźć sposób by mieć kontakt z Black Dogami nie mogła.
- Coś się dzieje. – głos Finna przerwał jej myśli.  Faye i Finn usłyszeli huk ciężarówek.
Faye obserwowała jak dwóch mężczyzn wyszło. Wszyscy byli bladzi i przybici. Faye oparła głowę na ramieniu Finna drżąc.
- Cóż. – usłyszała głos obcych mężczyzn. – Więc, jaka jest wasza decyzja?
Arbequina spojrzał na Harrisa. Drugi motocyklista skinął brodę w stronę nieznajomych, dając uprawnienia do występowania w jego imieniu.
- Zdecydowaliśmy się zostać tutaj. – powiedział krótko Arbequina. – Dziękuję za propozycję, ale jesteśmy motocyklistami, a nie robotnikami. Zostajemy. – puścił oko do pozostałych członków gangu. – Razem.
Nieznajomy wykrzywił wargi. – To bardzo nierozważna decyzja.
Faye widziała jak Arbequina skrzyżował swoje ramiona stawiając zagrażający krok w kierunku gości. Cofnęła się biorąc oddech z nagłą myślą, że wszystko może pójść po nie ich myśli.
- Finn – szepnęła. – Myślę, że…
Zanim zdążyła coś dodać rozpętała się bójka. Wyglądali na słabych, ale tak naprawdę mieli ogromną siłę. Wzięli Arbequinę tak jakby nic nie ważył rzucając go mocno w tył ciężarówki. Arbequina wrzasnął w furii, a reszta motocyklistów wkroczyła do działania. Nagle przez tylne drzwi ciężarówki wysiadło czterech dziwnie wyglądających mężczyzn. Jeden z nich przeciągnął Arbequinę do samochodu, podczas gdy inny chwycił Harrisa i innego motocyklistę, którego Faye nazywała Johnson.
Finn wdrapał się. – Zostań tu! – krzyknął na Faye.
- Czekaj!
Widziała jak Finn wpadł w zaciętą bitwę, która wybuchła między napastnikami i Motocyklistami. Dziwny człowiek pchnął zarówno Harrisa i Johnsona w kierunku tyłu ciężarówki, po chwili starając się złapać kolejnych Motocyklistów.
Faye patrzyła jak Finn przyłącza się do walki próbując pomóc Cutterowi, który był przyciągany w kierunku ciężarówki. Finn uderzył człowieka przyciągającego Cuttera, który zaczął wyć z bólu. Finn odwrócił się by pomóc krwawiącemu Cutterowi.
Człowiekowi, którego uderzył Finn nic się nie stało. Nagle skoczył na nogi, tuż za Finnem. Faye zobaczyła coś w ręku – błysk srebra. To był nóż.
- Finn! – krzyknęła Faye. – Uważaj, uważaj!
Nieznajomy rzucił się na Finna. Trzeba było nie więcej niż sekundę. Przez chwilę Faye myślała, że nieznajomemu nie udało się dźgnąć Finna. Potem zobaczyła upadającego Finna.

piątek, 9 września 2011

Mortal Kiss 2 - rozdział 6 PL

- Wiesz co? – wymruczała Liz zwiedzając jeden z najniższych poziomów rezydencji Morrowów. – Misty miała rację. To miejsce jest straszne, nawet wtedy gdy Mercy nie ma. Przynajmniej gdy jesteśmy tu same nie czuję tak bardzo tej pustki. Nie wiem jak Lucas mieszka tu na własną rękę.
Dziewczyny były w kuchni, która wyglądała jakby była nieużywana przynajmniej od kilku miesięcy. Lucas głównie jadł gotowe dania lub na mieście z kolegami. Faye poszła do lodówki z nadzieją znalezienia przypiętej kartki z wiadomością od Lucasa. Jej tata zawsze tak robił. Niestety Faye nic nie znalazła.
- Myślę, że on jest po prostu przyzwyczajony do dziwakowania. – powiedział Jimmy. – To znaczy, że wychowywał się ze swoją szaloną matką. Nie uważacie?
Faye znalazła kawałek papieru na stole i spojrzała na niego.
– Hej, zobaczcie. – powiedziała trzymając go. To była faktura z garażu.
- Wygląda na to, że Lucas kupił sobie motocykl.
- Naprawdę? – Jimmy wziął fakturę od Faye i spojrzał na nią. – Wow!
Faye westchnęła. – Nie ma żadnych oznak jego bycia tutaj.
- Jeszcze raz chodźmy do jego pokoju. – zasugerował Jimmy – Wiem, że nie ma tam nic do zobaczenia, ale wiesz jak to jest – dodatkowa para oczu lub dwie mogą pomóc.
Pokój Lucasa był wciąż taki sam jak wcześniej. Przyjaciele rozglądali się dookoła przez kilka minut, ale nic nowego nie widzieli.
Liz usiadła na kanapie z westchnieniem. – To tak jakby rozpłynął się w powietrzu czy coś. – powiedziała. – Próbowałaś się skontaktować z nim ponownie?
- Hej, spójrzcie na to. – odezwał się nagle Jimmy. Dziewczyny poszły do łazienki by zobaczyć co znalazł. Jimmy klęczał na białych kafelkach na podłodze łazienki wskazując na dwa długie czarne znaki. Faye zmarszczyła brwi i uklękła koło niego.
- Co to jest ? – zapytała Liz.
Faye potrząsnęła głową :
- To mogą być ślady obuwia. Dokładnie czarnej gumowej podeszwy.
Wszyscy milczeli przez chwilę.
- Co mogła spowodować te ślady? – zapytała cicho Liz.
Faye wzruszyła ramionami. – Nie wiem. Może ktoś pocierał nogami po podłodze?
- O mój boże. – powiedziała Liz kładąc dłoń na ustach. – To jest przerażające.
Nagle usłyszeli jakieś echo w domu. Dźwięk był coraz głośniej i bliżej. Faye patrzyła jak oczy Liz robią się duże i okrągłe ze strachu.
- Nie ma nikogo w domu – syknęła Liz – Nie ma tu nikogo oprócz nas! Kto to jest?
Faye poczuła jak uczucie strachu owinęło się wokół jej serca. Podeszła do drzwi i szybkim ruchem otworzyła je drżąc ze strachu.
- Finn! – wykrzyknęła, kiedy zobaczyła, kto to był. Rzuciła się na niego. – Wszystko w porządku? Co się stało?
Finn uśmiechnął się, chodź Faye widziała w jego oczach zmartwienie. – Czuję się dobrze.
- Co się stało? Nigdy nie widziałam was tak wściekłych na siebie.
Finn wzruszył ramionami. – Niektórzy z nich chcą odejść. Dostali ofertę pracy. To moja wina… Zaniedbałem ich. Oni nie są przyzwyczajeni do pobytu w jednym miejscu tak długo. Przekonałem ich, że musimy trzymać się razem, więc żaden z nich nie odejdzie na razie. Ale muszę coś zrobić. Powinni być szczęśliwi, to moja odpowiedzialność.
Faye spojrzała na niego i uświadomiła sobie, że to przez nią. To przez nią motocykliści są wściekli na Finna. Finn zaniedbywał ich przez nią. Jak długo Finn tutaj zostanie? W końcu musi iść dalej. Faye zamrugała starając się nie myśleć o wyjeździe Finna. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. Nie chciała by gdziekolwiek odchodził.
- Lucas się pojawił? – zapytał Finn kiwając głową w drzwi za sobą.
- Nie. – powiedziała Faye. – Sprawdziłyśmy wszystko. Nie ma oznak, że przebywa w dowolnym miejscu w domu. On tak jakby nagle wyszedł. Nie sądzisz, że to dziwne?
Finn wzruszył ramionami. – Być może – przyznał. – Na pewno jest tylko jeden samochód teraz?
- Tak. – powiedziała Faye. Po chwili przypomniała sobie fakturę. – Oh. Ale wygląda na to, że on kupił sobie motocykl. Znaleźliśmy rachunek na dole.
Finn uniósł brwi. – Naprawdę? Motocykl? To nie w jego stylu. Widzieliście to?
- Nie. – powiedziała Faye.
Finn podniósł ręce. – No widzisz? Lucas mówił nam, że chce odwiedzić swoich dawnych znajomych na Florydzie. Założę się, że zrobił to.
- I nic nam nie powiedział?  - zapytała Faye. – To po co zorganizował imprezę?
- Pewnie chciał poćwiczyć. Założę się, że zadzwoni.
Faye przekonana potrząsnęła głową. Udała się z powrotem do pokoju Lucasa. – Stwierdziliśmy też…
Wyjaśniała już ślady na podłodze gdy zorientowała się, że Finna koło niej nie było. Finn zatrzymał się. Jego twarz krwawiła.
- Finn? – zapytała. – Co się stało? Wszystko w porządku?
Próbował się uśmiechnąć. – Ja… Czuję się dobrze. – udało mu się, ale usłyszała drgania w jego głosie. Dodał : - Przepraszam. Myślę, że walka potrząsnęła mną bardziej niż myślałem. Więc pójdę już. Zadzwonię do ciebie rano. – Finn podszedł do niej i pocałował ją w czubek głowy.
- Czy chcesz, żebym z tobą.. – spytała, trzymając go czując wstrząsy jego ciała nawet trzymając go przez grubą skórę. – Nie wyglądasz dobrze. Finn odsunął się i uśmiechnął się do Faye.
- Czuję się dobrze. – powiedział ponownie. – Obiecuję. Pogadamy o tym jutro.
- Dobrze. – powiedziała Liz w ciszy. – To było trochę dziwne.
- Jak dotąd wszystko co wydarzyło się dzisiaj jest dziwne. – zauważył Jimmy. – Cóż, powinniśmy już iść. Spróbujemy ponownie skontaktować się z Lucasem, a może Ciocia Pam wie gdzie on jest? Wracajmy. – Jimmy i Liz ruszyli na dół, a Faye wciąż stała. Czy to wszystko przez nią?

Mortal Kiss 2 - rozdział 5 PL

Faye szła, patrząc przez ramię, aby obserwować zbliżających się motocyklistów do Finna. Słyszała jak Finn krzyczy i odciąga dwóch ogromnych ludzi od siebie. Żaden z nich nie zamienił się jeszcze w wilki, ale gdyby tak było… Bała się. Bała się o Finna.
Była zdyszana do czasu powrotu do rezydencji Morrowów. Muzyka była zatrzymana i kilka samochodów już nie było. Liz i Jimmy machali do odchodzących ich przyjaciół, a Faye wybiegła z drzew próbując złapać oddech.
- Faye? – zapytała Liz – Wszystko w porządku? Zastanawialiśmy się gdzie byłaś z Finnem.
- Szliśmy do domu. – powiedziała Faye – Ale Finn wyczuł inne wilki. Walczą między sobą w lesie.
- Co? Finn i jego banda? – zapytał Jimmy marszcząc brwi.
- Oczywiście, że nie. Finn próbuje załagodzić konflikt. Nie wiem co się dzieje, ale wyglądał naprawdę poważnie, Liz. Boję się o Finna. Oni są tacy silni. I są wilkami! Po tym, co się stało z Joe…
Liz objęła ją. :
- Finn potrafi zadbać o siebie. A ci faceci są rodziną. Walka rodzin, prawda? Nie martw się – cokolwiek to jest, jestem pewna, że Finn da sobie radę.
Jimmy wzruszył ramionami. – Wszyscy mnie wystraszyli. Gdy Lucas wciąż nie wracał ludzie zaczęli mówić o Mercy i o tym domu. – powiedział. – Podobnież jeden z nich widział postać w lustrze. W tym które używała Mercy.
Faye westchnęła. Przez Czarne Lustro Mercy oddawała swoje ofiary do podziemi. Tym sposobem wciągała je w pułapkę. Faye i jej przyjaciele próbowali zniszczyć Czarne Lustro, ostatecznie dla pewności Gang Motocyklistów z Finnem zniszczyli lustra w każdych mieszkaniach.
- Ale teraz lustra w rezydencji Morrowów są już bezpieczne. – zauważyła Faye. – Te, które są tam teraz zostały zakupione przez Lucasa.
- Wiemy. Ale to była Misty. – powiedziała Liz. – Wiesz jaka ona jest. Ona zawsze coś na wymyśla. Tym sposobem zniszczyła nastrój.
Faye spojrzała na duży dom. – Chodźcie. – powiedziała do Liz i Jimmy’ego. – Jeśli będę tutaj stała i czekała za Finnem chyba oszaleję. Spróbujmy znaleźć Lucasa. Może zostawił jakąś notatkę.

Finn uderzył dłonią mocno Arbequina. Mężczyzna był o wiele większy od niego, i prawdopodobnie ważył dwa razy tyle. Spośród wszystkich Motocyklistów on był największy. Ale Finn musiał zatrzymać teraz tą walkę. A jedynym sposobem na to było wygranie z nim.
- Przestań. – warknął do człowieka z wściekłą twarzą. – Arbequina. Zatrzymaj. To. – odwrócił się i spojrzał w kierunku gniewnych twarzy. Banda Motocyklistów była podzielona na dwie grupy stojące naprzeciwko siebie.
- Nie powinniśmy walczyć ze sobą nawzajem. Nigdy nie powinniśmy ze sobą walczyć. Powiedz, co się dzieje. W tej chwili.
Arbequina spojrzał na Finna i na jego brwi wypełnione złością. Finn znał Arbequinę gdy był mały. Jego pierwsza jazda motocyklem była na motorze Arbequiny, ponieważ tata Finna – Joe miał wtedy patrol. Ale teraz Arbequina wyglądał całkiem inaczej, obco.
- Powiedz mi. – powtórzył Finn. – Co się dzieje?
- Chcą zerwać z Black Dogs. – odpowiedział Arbequina. – Chcą nas zdradzić.
Finn spojrzał na Harrisa, który skrzyżował ręce wyzywająco.
- Czy to prawda?
- Oczywiście, że to nie prawda. – powiedział Harris ze złością. – Chcemy tylko pracować. To cel naszego życia. Arbequina jest zadowolony leniuchując i nic nie robiąc. Nie jesteśmy tacy jak on, to wszystko.
- Nie rozumiem. – powiedział Finn w złości na szmery wokół niego. – Wyjaśnij dokładnie co się stało.
- Mieliśmy wizytę. – powiedział Cutter, który stał wokół Harrisa. – Wczoraj, w obozie. Przyszło dwóch mężczyzn i dało nam pracę.
- Gdzie? – zapytał Finn. – Tutaj, w mieście? Harris potrząsnął głową.
- Nie. Gdzieś na południu. Musimy coś zrobić, Finn. Miałeś nas prowadzić, ale poddałeś się.
- Nie poddaliśmy się. – Finn wyczuł błysk winy. – Po prostu potrzebuję czasu. Muszę…
- Miałeś czas. – powiedział Cutter. – Teraz trzeba myśleć o nas. Albo będziemy myśleć za ciebie i odejdziemy.
- Nie wszyscy z nas tak sądzą. – powiedział Arbequina. – Jesteś synem Joe, Finn. The Black Dogs należą do ciebie. Mamy iść za Tobą, gdziekolwiek się udasz. Niektórzy z nas są lojalni.
- Nie nazywa się lojalnością naśladowanie bezużytecznego lidera. – powiedział Harris. – To głupota.
Finn ignorował ostre słowa. Zastanawiał się co Joe zrobiłby w takiej sytuacji, ale wtedy uświadomił sobie, że w pierwszej kolejności do takiej sytuacji nigdy by nie doszło. Jego ojciec zawsze wiedział co robić.
- Powiedz mi więcej o tej pracy. – powiedział, starając się być rozsądny.
- Nie mam nic do powiedzenia. – odpowiedział Harris. -  Mówiono nam, że to praca fizyczna. I że wszyscy możemy to zrobić. Jest to gdzieś na południu. Powiedzieli, że dadzą nam trochę czasu i wrócą tu jutro po naszą odpowiedź.
Finn zmarszczył brwi. – To wszystko? Nie mówili jaka to praca?
Cutter wzruszył ramionami. – Cokolwiek to jest, będziemy w stanie to zrobić. Nie możemy marnować reszty czasu w tym nudnym miasteczku.
Finn skrzyżował groźno ręce. – Więc o to walczyliście? O to czy mamy opuścić Winter Mill czy zostać?
- Nie. – powiedział Harris chłodno. – To czy Cię zostawimy, Finn. To czy Cię zostawimy.

POWYŻSZY TEKST JEST PRZETŁUMACZONY PRZEZE MNIE. NIE POZWALAM SOBIE GO KOPIOWAĆ I WSTAWIAĆ NA SWOJEGO BLOGA. USZANUJCIE MOJĄ PRACĘ.

Mortal Kiss 2 - rozdział 4 PL

Słońce zachodziło po opuszczeniu posiadłości, niebo nad lasem przybrało piękny różowo-pomarańczowy kolor. Dźwięk z każdym ich krokiem naprzód był coraz cichszy.
- Nie widziałam cię długo… - powiedziała Faye
Finn wbił ręce w kieszenie i zmarszczył brwi – Cóż, byłem zajęty szkołą, a po szkole pomaganiem cioci Pam i uczeniu jeździć Jimmy’ego prawidłowo. Niestety nie było ciebie… - uśmiechnął się.
- Nie potrzebujesz… - powiedziała Faye
- Wszyscy wiedzą jak dbać o siebie. Nikogo wcześniej nie obchodziłem, a tu nagle wszyscy się o mnie martwią. – odpowiedział Finn.
- A co oni zrobią?(członkowie gangu motocyklistów) -zaczęła Faye. – Mam na myśli teraz gdy Joego nie ma. Teraz gdy Mercy nie ma… Co mają dalej w planach?
- Nie wiem, ale ja mam taki sam obowiązek jak oni. Tylko dlatego, że mój tata postanowił zrobić coś głupiego i … - Finn zatrzymał się. – Jak Finn mógł wyjaśnić to Faye? Starał się to wszystko zostawić i być normalnym nastolatkiem, a tu nagle znowu przypomniał sobie o tym, że Joe oddał się jako ofiara. Zostawił ich wszystkich bez domu i bez celu.
- Ja po prostu nie wiem … - skończył kulawo. – Możemy o tym już nie mówić?
Szli dalej. W końcu Faye się odezwała :
- Czy kiedykolwiek marzyłeś o tym by wszystko cofnąć? – zapytała nagle. – Mam na myśli… bycie wilkiem?
Finn skrzywił się trochę. – Czasami, ale staram się to ignorować. To tylko marzenia.
- Tak sądzisz?
Spojrzał na nią. – Jasne. Dlaczego?
- Miałam pewien sen… - powiedziała Faye – Ale czuję, że to coś więcej niż sen.
- Co masz na myśli? – zapytał. – Jaki to sen?
- To dziwne. Zawsze się powtarza. Zaczyna się naprawdę strasznie, ale potem na końcu… To jest naprawdę dziwne. Jestem w lesie i jest ciemno. Nie wiem dokąd idę, ale nie boję się…- po tych słowach Finn ścisnął rękę Faye. Podziwiał ją za jej odwagę i to, że gdy o wszystkim się dowiedziała bardziej martwiła się o niego niż o siebie.
- Wtedy czuję się jakbym była obserwowana. – opowiadała dalej Faye. – Zaczynam biec. Biegnie za mną wilk. Jest to wielki olbrzymi wilk ,który uratował mi życie, kiedy byłam ścigana przez podwładnych Mercy, pamiętasz?
- Oczywiście, że pamiętam…
- To nie jest cały sen. Potem ten wilk mnie goni i następnie… - Finn przerwał temat całując ją. Najwidoczniej nie chciał rozmawiać o wilkach i rzeczach związanymi z nimi.
- To sposób chłopców na zmienienie tematu. – odburknęła Faye.
- Sorry. – powiedział wesoło . Nagle zamarł.
- Finn, co jest? Słyszałeś coś? – zapytała Faye
Nie odpowiedział, wciąż słuchał. Spojrzał się w kierunku posiadłości Marrowów i…
- Wróć . – powiedział do niej. – Faye, wróć na imprezę.
- Co? – powiedziała zgodnie z kierunkiem jego spojrzenia. – Po co? Dlaczego? Co się stało, Finn?
Polanę ogarnął ogromny hałas. To Black Dogs strasznie się kłócili.
Finn zwrócił się do Faye – Uciekaj – powiedział. – Proszę, Faye, teraz. Nie wiem co się wydarzy. Uciekaj!
Pchnął ją delikatnie w kierunku pałacu i czekał wystarczająco długo by zobaczyć jak znika pośród drzew. Potem zbliżył się i zauważył walczące ze sobą wilkołaki.

Mortal Kiss 2 - rozdział 3 PL

Faye czuła wzrok Finna na sobie. Jak on nie mógł martwić się o swojego własnego brata i nie rozumieć jej obaw? A do tego ta jego zazdrość.
Faye spojrzała na swoich przyjaciół kiedy odchodziła. Wszyscy się śmiali, nawet Liz i Jimmy.
Każdy cieszył się ze wszystkich stron, ale ona po prostu nie mogła bez znalezienia Lucasa i upewnienia się, że wszystko jest ok. Czy ona jest głupia, że tak bardzo się niepokoi? Może jest. Po tym wszystkim co Faye widziała w walce z Marcy Marrow… Faye zadrżała. Czasem myślała, że nic już nie wróci do normy i chyba się nie myliła.
Rezydencja Marrorów miała kilka pięter, ale Lucas wykorzystywał z niej tylko trzy czy cztery pokoje. Lucas stał się dobrym przyjacielem Faye, Jimmyego, Liz, prawie wszystkich. Oczywiście oprócz Finna, który trzymał wciąż dystans, a Faye nie mogła zrozumieć dlaczego. Lucas był miły i wspaniałomyślny. Faye chciała by Finn dał Lucasowi większe szanse. Zazdrość o swojego brata była śmieszna.
Candy nie żartowała mówiąc, że gubi się w tej rezydencji – była ogromna. Faye myślała o ludziach, którzy ją zbudowali. Miała ochotę się o to zapytać jej tatę i swoją ciocię Pam – oni wiedzieli wszystko o Winter Mill.
Faye stanęła przed pokojem Lucasa i zapukała. Nie było żadnej odpowiedzi i żadnego dźwięku od zewnątrz. Zapukała ponownie by się upewnić i otworzyła drzwi.
Wnętrze pokoju było takie jak zawsze. Była duża kanapa i kilka foteli. Lodówka była pełna coli – ulubionego napoju Lucasa. Stereo Lucasa było wyłączone, ale jego iPod był podłączony. Uśmiechnęła się gdy zobaczyła zdjęcie wszystkich razem na regale Lucasa. Było zrobione w zeszłą niedzielę w której zorganizowali grilla. Wszyscy siedzieli w kręgu na trawie, a Lucas stał za nimi ubrany w fartuch i śmieszny ogromny kapelusz. Kiedy Faye rozejrzała się powrotem po pokoju jej uśmiech znikł.
Nie było żadnych oznak, które wskazywałyby na obecność Lucasa. Coś jednak było nie tak. Po chwili Faye zorientowała się, co to było : gitara Lucasa była na swoim miejscu, podobnie jak jego zestaw perkusyjny. Faye wzięła gitarę, pobiegała palcami po strunach i coś szarpnęło jej serce. Lucas nigdy nigdzie nie chodził bez swojej gitary. Lucas pracował nad swoim nowym albumem piosenek – które grał jej ostatni raz gdy z Liz przyszła do niego po szkole. Lucas powiedział, że szuka inspiracji, które może znaleźć w każdej chwili i że nosi gitarę wszędzie ze sobą. Jedynie nie nosił gitary do szkoły by nauczyciele nie skonfiskowali mu jej.
Teraz Faye była naprawdę przekonana, że coś jest nie tak. Zamknęła drzwi i pobiegła powrotem na dół by znaleźć Finna na drodze. Zatrzymali się kilka kroków od siebie i spojrzeli na siebie.
- Faye. – powiedział. – Przykro mi. Naprawdę mi przykro. To było głupie. Jestem głupi.
Faye uśmiechnęła się. – Jest OK.
- Tak?
- Myślałam, że ci jest przykro, że nie słuchałeś moich przypuszczeń o Lucasie.  Finn, jego naprawdę tutaj nie ma.
Finn zmarszczył brwi. – Jesteś pewna?
- Jego gitara jest na swoim miejscu. Gdyby miał gdzieś pojechać wziąłby samochód, a jakby chciał się przejść zabrałby gitarę ze sobą.
- Nie wiemy tego na pewno.
- Ja wiem. Lucas nigdzie nie wychodzi bez gitary.
Finn skrzyżował ręce marszcząc brwi. – A co z jego śpiewnikiem? Nie widziałaś go?
Faye westchnęła. Nie widziała go, zwykle ksiązka była oparta przy gitarze Lucasa.
- Nie. – przyznała. – Nie ma go tam gdzie zwykle jest.
- Widzisz? Pewnie nie wziął gitary, ale śpiewnik. Naprawdę nie masz o co się martwić. Może poszedł na spacer i chce zrobić wielkie wejście?
Faye zmarszczyła brwi. – Lucas nie jest taki.
- Ok., przykro mi. Słuchaj, Faye. Nie chce walczyć.  Przyjdź, weź napój i możemy rozmawiać.
Faye niechętnie skinęła głową. Lucas poprowadził Faye po schodach i zeszli na dół.
Na zewnątrz chyba nikt nie zauważył braku Lucasa. Wszyscy się śmiali i tańczyli. Finn wlał w kubek trochę coli Faye, która patrzyła jak Candy chce zaciągnąć Madoc do tańca.
- Tu jesteś. – powiedział Finn i podał szklankę coli Faye. – Chcesz być na bieżąco?
Faye wzięła szklankę z uśmiechem. – Tak, wszystko jest w porządku.
- Cóż… To trochę dziwne, dopiero odkryłem, że Lucas jest moim bratem. To doprowadza mnie trochę do szaleństwa. Przepraszam.
Faye westchnęła. – Musisz poznać go lepiej.
Finn wzruszył ramionami. – Próbowałem, Faye. Myślę, że jesteśmy za bardzo odmienni.
- Finn, przykro mi, ale ja naprawdę mam zamiar wrócić do domu.
Finn wsadził ręce w kieszenie. – Mogę cię odwieźć.
- Nie, dzięki, przejdę się sama przez las.
- Faye. – powiedział cicho. – Naprawdę długo cię nie widziałem. Tęskniłem za tobą.
- Przykro mi, ale jestem zmęczona. Chcę wrócić do domu.
- Pozwól mi przynajmniej ciebie odprowadzić.
Faye odparła z uśmiechem : - OK.

Mortal Kiss 2 - rozdział 2 PL

Przetłumaczyłam 2 rozdział Mortal Kiss 2, pierwszy został już przetłumaczony i jest na wielu blogach. 
TŁUMACZENIE jest lekko niedokładne, ponieważ tłumaczyłam to dla siebie, w końcu jestem wielką fanką Mortal Kiss jako że przeczytałam 1 część.

 Finn przykucnął obok swojego motoru przy drodze prowadzącej do rezydencji Morrowów. Po szkole był w księgarni i pomagał cioci Pam – był dzień dostawy, więc chciał pomóc cioci Pam w podnoszeniu ciężkich skrzynek z książkami. Wyczuł jak drzewa zaczęły żyć po zimie. Kochał tą porę roku kiedy wszystko się przebudzało. Świat zawsze jest taki obiecujący i tyle może się wydarzyć…
Szczerze mówiąc Finn nie chciał iść na imprezę Lucasa. Nie lubił zabaw tego typu, pomimo tego, że Lucas był jego bratem Finn wciąż nie czuł się zbyt dobrze wokół niego. Obaj wiedli życie w którym trudno było znaleźć coś wspólnego. W przeciwieństwie do Finna Lucas nigdy nie martwił się o to jaki będzie jego następny posiłek lub czy będzie miał gdzie nocować. Finn miał dużo czasu na poważnie przemyślenie niektórych spraw. Z drugiej strony Lucas był zawsze wesoły, ciągle szukał zabawy i śmiechu. Kiedy ludzie dowiedzieli się, że są braćmi sądzili, że będą przyjaciółmi. Wszyscy myśleli, że to takie proste. Finn zdecydował się pójść na imprezę dla niej. Widok jej zielonych, błyszczących oczu kiedy była szczęśliwa to coś dla czego warto było żyć. Finn spojrzał przez ramię na jadącego za nim Jimmy’m.
Jimmy jeździł kolorowym motorem, Finn również nim jeździł, ale na tą chwilę jeździ motorem przywódcy Black Dogów z powodu swojego niedawnego awansu. Jimmy jechał za nim choć nie był ścisłym członkiem gangu motocyklistów.
Finn wiedział, że miał wraz z ojcem uwolnić świat od Mercy Marrow. Ale Finn znalazł nowy sens istnienia w Winter Mill. To było spokojne życie, ale dobre. Żył z ciocią Faye o imieniu Pam w księgarni… Kiedy jego rodzice – Mercy (którą zawsze nienawidził) i Joe odeszli Finn nie wiedział co robić dalej. Pokonanie Mercy Marrow było jedynym celem jego życia przez 100 lat. Teraz już jej nie było i się zgubił.
Wiódł normalne życie jak nastolatek ucząc się w liceum. Nie czuł się już jak wilk. Pozbycie się Mercy stłumiło klątwę. Finn wiedział, że to samo czują inni rowerzyści, ale on myślał, że może zacząć od nowa. Mógł być wreszcie absolwentem szkoły średniej, czymś kim nie mógł być wcześniej. Wilki zawsze były w ruchu, zawsze goniły za Mercy. Teraz powinien czymś się zająć. Myślał nad obróbką drewna, miał sprawne ręce i był w tym dobry.
I co potem? Jakby wyglądało „normalne życie”? Mialby się zakochać, wyjść za mąż, mieć dzieci… - czy nie tak to wygląda u większości ludzi? Cóż, Finn już się zakochał. W Faye McCarron. Ale czy ona kiedykolwiek naprawdę go kochała? Jego przeszłość i to, że zawsze będzie wilkiem nawet jeśli będzie się z tym ukrywać? A co jeśli poznała kogoś innego, kogoś z kim łatwiej było by jej żyć? Kogoś z mniejszym bagażem, kogoś, który ma mniej kłopotów?
Finn otrząsnął się kiedy zobaczył bramę wejściową do rezydencji Marrowów. Finn zatrzymał swój rower obok jednego z wielu samochodów i zdjął kask, a koło niego przemknął Jimmy.
- Jak ci się na nim jeździ? – Finn wskazał na motor  Jimmy’ego
- Świetnie! – Jimmy uśmiechnął się, gdy zdjął kask. – Dziękuje bardzo, Finn. Obiecuję, że będę nim się opiekować.
Finn poklepał Jimmy’ego po ramieniu. Lubił Jimmy’ego – chłopak wcale nie jest taki prosty jak wyglądał.
– Wiem, że będziesz. – odpowiedział Finn po chwili.
- Finn, Jimmy!
Odwrócił się w kierunku głosu Faye i zobaczył ją jak zwykle z uśmiechem na twarzy. Nawet po upływie sześciu miesięcy i tego wszystkiego wciąż gdy ją widział serce stawało mu w gardle.
- Hej – powiedział cicho, podnosząc rękę by dotknąć jej twarz.
- Hej. – powiedziala z powrotem rumieniąc swoje policzki na czerwono.
- Wyglądasz pięknie. To znaczy zawsze tak wyglądasz, ale … dzisiaj … wyglądasz niesamowicie. Ale także jesteś zmartwiona. Co się dzieje?
- Lucas… - powiedziała Faye gdy Finn zsiadł z roweru i wziął jej obie ręce w swoje.
- Co się stało? – zapytał Finn.
Faye potrząsnęła glową. – Nie ma go tutaj.
- Na imprezie, tak?
- Jednak on nie jest wszędzie. – powiedziała Liz, która przybyła z Faye i stała teraz koło Jimmy’ego. – Kiedy weszłyśmy było zupełnie cicho, nie przygotował żadnych atrakcji ani nic. To dziwne.
Finn wzruszył ramionami. – Czy to wszystko? Szukałyście w całym domu?
- Jeszcze nie, właśnie miałyśmy pójść i sprawdzić jego pokój.
- Pewnie bierze prysznic. A może poszedł na spacer, czy coś.
- I nie słyszałby, że ludzie przychodzą?
Finn ponownie wzruszył ramionami.
- Finn. – powiedziała. – On jest twoim bratem. Nie martwisz się?
- Nie bardzo. Co nawet jeśli może zrobić sobie w pustym domu? – Finn pociągnął ją blisko siebie. Poczuł zapach jej perfum. Nie troszczył się o Lucasa gdy ona była przy nim. Pocałowali się.
- Ummm… - jak zwykle Liz musiała się wtrącić i przerwać coś. – Zostawimy was na chwilę, jak będziemy coś wiedzieć to damy znać, dobrze?
- Tak. – dodał zażenowany Jimmy.
- Zaczynam się po prostu martwić, Finn. – powiedziała Faye.
- Widzę, ale nie rozumiem dlaczego. Lucas nie jest małym chłopcem, potrafi o siebie zadbać.
- Czy on ciebie nie obchodzi?
Finn wpatrywał się w Faye.
– Tak, obchodzi, ale ty jesteś ważniejsza.
Faye otworzyła szeroko oczy. – Co masz na myśli?
- Nic. Zapomnij o tym.
- Finn, jesteś zazdrosny? O Lucasa?
Skrzywił się. Zazdrosny? Miał nadzieję, że to nie prawda. Zazdrość była dla niego stratą czasu, ale Lucas i Faye poznali się i polubili naprawdę szybko. Co jeśli naprawdę go lubi? Tego się właśnie bał. Co jeśli ona stwierdzi, że jego brat jest lepszy?
- Czy muszę być? – Finn nie chciał tego powiedzieć, ale słowa z jego ust wyłoniły się szybko.
Faye popatrzyła na niego, ale nie powiedział nic więcej. Odwrócił się i odszedł.
- Faye, czekaj. – odezwał się Finn.
- Idę szukać Lucasa. – krzyknęła bez oglądania się wstecz.
Finn obserwował jak Faye odchodzi…

ZABRANIAM KOPIOWAĆ.