Samotna. Faye biegnie, jej nogi dudnią po miękkiej ziemi. Ogromne pnie drzew były jak mur, przez który nie mogła się przebić. Wilk był na piętach, jego oddech na plecach. Faye zaczęła czuć jego łapy, zęby…
Faye otworzyła oczy, jej serce biło bez końca. Przez chwilę nie wiedziała gdzie jest, ale po chwili zorientowała się, że jest w sypialni Liz. Faye kilka tygodni wcześniej miała egzamin na prawo jazdy, ale wciąż nie była przekonana o jeździe w nocy. Dlatego też Liz przygarnęła Faye do swojego domu na noc.
Na śniadaniu żadna z przyjaciółek nie była szczęśliwa gdy jednego z ich przyjaciół potencjalnie brakowało. Zazwyczaj dziewczyny leniuchowały w łóżku bardzo długo, ale tym razem obie chciały wstać od razu. Faye próbowała dodzwonić się do Lucasa, jak tylko się obudziła, ale nie było odpowiedzi. Dziewczyny ułożyły pytania cioci Pam w nocy by móc na nie sensownie odpowiedzieć.
Dwie dziewczyny jadły śniadanie w ciszy podczas gdy słońce wdzierało się na stół, zbyt jasne dla oczu.
- Wszystko w porządku? – Faye spojrzała w górę by zobaczyć Sierżanta Micha Wilsona, ojca Liz, stojącego w drzwiach trzymając filiżankę kawy. – Oboje jesteście tak cicho. Impreza wam się nie spodobała?
Faye zobaczyła jak Liz się uśmiecha i postanowiła zrobić to samo.
- Jesteśmy zmęczone. – powiedziała Liz nie chcąc kłamać ojca i równocześnie nie chcąc mówić mu czegoś o Lucasie. Jeszcze niedawno sierżant Wilson był pod wpływem zaklęcia Mercy Marrow. Nie pamięta teraz wiele o tym, więc to jeszcze gorzej. Liz powiedziała Faye, że jej ojcu nie podoba się to, że spędza czas z Lucasem chociaż Lucas stopniowo zdobywał zaufanie jej ojca.
Dziewczyny rozmawiały w nocy i zdecydowały, że powiedzą wszystkim to samo co Finn – że Lucasa nie było, ponieważ wypróbowywał swój nowy motocykl.
- Naprawdę? Nie wróciłyście zbyt późno. – powiedział sierżant Wilson przechylając kubek z resztkami kawy do zlewu i zakładając swój policyjny mundur. – W każdym razie, do zobaczenia później. Trzymajcie się.
Po jego odejściu dziewczyny udały się do pokoju Liz i siedziały ze skrzyżowanymi nogami na łóżku. Dla Faye to, że powiedziała, że jest zmęczona nie była kłamstwem – naprawdę tak się czuła. Miała wiele snów i zastanawiała się czy powiedzieć Liz o wszystkim.
Liz złapała wzrokiem jej oczy i zmarszczyła brwi. – Co się stało?
Faye potrząsnęła głową. – Nic wielkiego. Po prostu znowu miałam ten dziwny sen.
- Chodzi ci o ten sen z wilkiem? Co się stało tym razem?
- Zawsze to samo, tak w kółko. Wciąż na mnie poluje.
- Powiedziałaś Finnowi?
- Starałam mu się powiedzieć, ale walka przerwała rozmowę. – westchnęła. – Pewnie myślisz, że zwariowałam, ale nie mogę oprzeć się myśli, że wszystko jest połączone w całość.
Liz zmarszczyła brwi. – Jak to?
- Lucasa nie ma. Sny… Do tego walka pomiędzy The Black Dogs. Wydaje mi się, że to część czegoś większego.
- Część, czego dokładnie?
- Nie wiem. To tylko uczucie.
- Miałaś te sny już kilka tygodni temu, jak mogą być połączone? – Liz wyglądała jakby miała coś dopowiedzieć, ale zadzwonił jej telefon. Podniosła go patrząc na ekran. – To mama Jimmy’ego. – powiedziała po kliknięciu przycisku „Odbierz”.
– Dzień dobry, pani Paulsen. Jak się pani ma?
Faye obserwowała zmiany na twarzy Liz gdy kobieta po drugiej stronie telefonu mówiła coś do niej.
- O mój boże! – krzyknęła Liz. – Wszystko z nim dobrze? Gdzie teraz jest? Czy mam… Tak, jasne! Będę tam od razu.
- Co się stało? – zapytała Faye marszcząc brwi kiedy jej przyjaciel zadzwonił.
- Jimmy złamał nogę. – powiedziała Liz wstając z łóżka w poszukiwaniu butów.
- Przyszedł z motorem rano. Zgubił telefon i dopiero teraz wrócił ze szpitala.
- O nie! Biedny Jimmy!
- Muszę iść i zobaczyć go już teraz. – powiedziała Liz. – Idziesz ze mną?
Faye potrzasnęła głową. – Przykro mi, powiedz mu, że przyjdę później by go zobaczyć. Motocykliści wrócą około południa, Finn martwi się o nich, szczególnie o tych którzy chcieli wyjechać. Chcę być z nim.
Fin ścisnął dłoń Faye. – Kocham cię za to, że chcesz tu być. – powiedział. – Ale wolałbym jakbyś siedziała bezpiecznie w domu. Nie mam pojęcia co się może wydarzyć. -
Faye zacisnęła swoje palce wokół niego. Finn nie powiedział Black Dogom, że będzie z nimi, ale chciał na własne oczy zobaczyć kim byli Ci ludzie. To nie miało sensu dla niego : Z nikąd zjawili się jacyś ludzie i zaoferowali pracę. W pierwszej kolejności – jak oni znaleźli Black Dogów tak po prostu? Ludzie z GPS’em mieli problem ze znalezieniem Winter Mill, nie mówiąc już o polanie w lesie otaczającą miasteczko.
- Nie pozwolę żebyś zrobił to sam. – powiedziała cicho Faye. – To właśnie oznacza bycie razem, nie? Będę tam dla ciebie choćby nie wiem co.
Finn zatrzymał się patrząc na Faye z poważną miną. – Tak. – powiedział. – Cóż, więc… Słuchaj, Faye. Jeśli chodzi o Lucasa… - Faye pokręciła głową i przerwała Finnowi.
- Nie mówmy o tym teraz. Na razie mamy co robić. – Finn skinął głową i odpowiedział:
- Masz rację. Jak zwykle. Ale później pogadamy, OK.? Nie chcę niczego złego pomiędzy nami. Szczególnie jeśli chodzi o młodszego brata.
Faye uśmiechnęła się do niego. – OK.
Byli już na miejscu. Faye obserwowała zmartwioną twarz Finna. Wiedziała, że był zmartwiony i zastanawiała się co myślał. Może o tym, że powinien wrócić do nich? Że powinny znowu być w drodze? Faye chciała skończyć szkołę i pójść na studia. Chociaż próbowała znaleźć sposób by mieć kontakt z Black Dogami nie mogła.
- Coś się dzieje. – głos Finna przerwał jej myśli. Faye i Finn usłyszeli huk ciężarówek.
Faye obserwowała jak dwóch mężczyzn wyszło. Wszyscy byli bladzi i przybici. Faye oparła głowę na ramieniu Finna drżąc.
- Cóż. – usłyszała głos obcych mężczyzn. – Więc, jaka jest wasza decyzja?
Arbequina spojrzał na Harrisa. Drugi motocyklista skinął brodę w stronę nieznajomych, dając uprawnienia do występowania w jego imieniu.
- Zdecydowaliśmy się zostać tutaj. – powiedział krótko Arbequina. – Dziękuję za propozycję, ale jesteśmy motocyklistami, a nie robotnikami. Zostajemy. – puścił oko do pozostałych członków gangu. – Razem.
Nieznajomy wykrzywił wargi. – To bardzo nierozważna decyzja.
Faye widziała jak Arbequina skrzyżował swoje ramiona stawiając zagrażający krok w kierunku gości. Cofnęła się biorąc oddech z nagłą myślą, że wszystko może pójść po nie ich myśli.
- Finn – szepnęła. – Myślę, że…
Zanim zdążyła coś dodać rozpętała się bójka. Wyglądali na słabych, ale tak naprawdę mieli ogromną siłę. Wzięli Arbequinę tak jakby nic nie ważył rzucając go mocno w tył ciężarówki. Arbequina wrzasnął w furii, a reszta motocyklistów wkroczyła do działania. Nagle przez tylne drzwi ciężarówki wysiadło czterech dziwnie wyglądających mężczyzn. Jeden z nich przeciągnął Arbequinę do samochodu, podczas gdy inny chwycił Harrisa i innego motocyklistę, którego Faye nazywała Johnson.
Finn wdrapał się. – Zostań tu! – krzyknął na Faye.
- Czekaj!
Widziała jak Finn wpadł w zaciętą bitwę, która wybuchła między napastnikami i Motocyklistami. Dziwny człowiek pchnął zarówno Harrisa i Johnsona w kierunku tyłu ciężarówki, po chwili starając się złapać kolejnych Motocyklistów.
Faye patrzyła jak Finn przyłącza się do walki próbując pomóc Cutterowi, który był przyciągany w kierunku ciężarówki. Finn uderzył człowieka przyciągającego Cuttera, który zaczął wyć z bólu. Finn odwrócił się by pomóc krwawiącemu Cutterowi.
Człowiekowi, którego uderzył Finn nic się nie stało. Nagle skoczył na nogi, tuż za Finnem. Faye zobaczyła coś w ręku – błysk srebra. To był nóż.
- Finn! – krzyknęła Faye. – Uważaj, uważaj!
Nieznajomy rzucił się na Finna. Trzeba było nie więcej niż sekundę. Przez chwilę Faye myślała, że nieznajomemu nie udało się dźgnąć Finna. Potem zobaczyła upadającego Finna.