- Wiesz co? – wymruczała Liz zwiedzając jeden z najniższych poziomów rezydencji Morrowów. – Misty miała rację. To miejsce jest straszne, nawet wtedy gdy Mercy nie ma. Przynajmniej gdy jesteśmy tu same nie czuję tak bardzo tej pustki. Nie wiem jak Lucas mieszka tu na własną rękę.
Dziewczyny były w kuchni, która wyglądała jakby była nieużywana przynajmniej od kilku miesięcy. Lucas głównie jadł gotowe dania lub na mieście z kolegami. Faye poszła do lodówki z nadzieją znalezienia przypiętej kartki z wiadomością od Lucasa. Jej tata zawsze tak robił. Niestety Faye nic nie znalazła.
- Myślę, że on jest po prostu przyzwyczajony do dziwakowania. – powiedział Jimmy. – To znaczy, że wychowywał się ze swoją szaloną matką. Nie uważacie?
Faye znalazła kawałek papieru na stole i spojrzała na niego.
– Hej, zobaczcie. – powiedziała trzymając go. To była faktura z garażu.
- Wygląda na to, że Lucas kupił sobie motocykl.
- Naprawdę? – Jimmy wziął fakturę od Faye i spojrzał na nią. – Wow!
Faye westchnęła. – Nie ma żadnych oznak jego bycia tutaj.
- Jeszcze raz chodźmy do jego pokoju. – zasugerował Jimmy – Wiem, że nie ma tam nic do zobaczenia, ale wiesz jak to jest – dodatkowa para oczu lub dwie mogą pomóc.
Pokój Lucasa był wciąż taki sam jak wcześniej. Przyjaciele rozglądali się dookoła przez kilka minut, ale nic nowego nie widzieli.
Liz usiadła na kanapie z westchnieniem. – To tak jakby rozpłynął się w powietrzu czy coś. – powiedziała. – Próbowałaś się skontaktować z nim ponownie?
- Hej, spójrzcie na to. – odezwał się nagle Jimmy. Dziewczyny poszły do łazienki by zobaczyć co znalazł. Jimmy klęczał na białych kafelkach na podłodze łazienki wskazując na dwa długie czarne znaki. Faye zmarszczyła brwi i uklękła koło niego.
- Co to jest ? – zapytała Liz.
Faye potrząsnęła głową :
- To mogą być ślady obuwia. Dokładnie czarnej gumowej podeszwy.
Wszyscy milczeli przez chwilę.
- Co mogła spowodować te ślady? – zapytała cicho Liz.
Faye wzruszyła ramionami. – Nie wiem. Może ktoś pocierał nogami po podłodze?
- O mój boże. – powiedziała Liz kładąc dłoń na ustach. – To jest przerażające.
Nagle usłyszeli jakieś echo w domu. Dźwięk był coraz głośniej i bliżej. Faye patrzyła jak oczy Liz robią się duże i okrągłe ze strachu.
- Nie ma nikogo w domu – syknęła Liz – Nie ma tu nikogo oprócz nas! Kto to jest?
Faye poczuła jak uczucie strachu owinęło się wokół jej serca. Podeszła do drzwi i szybkim ruchem otworzyła je drżąc ze strachu.
- Finn! – wykrzyknęła, kiedy zobaczyła, kto to był. Rzuciła się na niego. – Wszystko w porządku? Co się stało?
Finn uśmiechnął się, chodź Faye widziała w jego oczach zmartwienie. – Czuję się dobrze.
- Co się stało? Nigdy nie widziałam was tak wściekłych na siebie.
Finn wzruszył ramionami. – Niektórzy z nich chcą odejść. Dostali ofertę pracy. To moja wina… Zaniedbałem ich. Oni nie są przyzwyczajeni do pobytu w jednym miejscu tak długo. Przekonałem ich, że musimy trzymać się razem, więc żaden z nich nie odejdzie na razie. Ale muszę coś zrobić. Powinni być szczęśliwi, to moja odpowiedzialność.
Faye spojrzała na niego i uświadomiła sobie, że to przez nią. To przez nią motocykliści są wściekli na Finna. Finn zaniedbywał ich przez nią. Jak długo Finn tutaj zostanie? W końcu musi iść dalej. Faye zamrugała starając się nie myśleć o wyjeździe Finna. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. Nie chciała by gdziekolwiek odchodził.
- Lucas się pojawił? – zapytał Finn kiwając głową w drzwi za sobą.
- Nie. – powiedziała Faye. – Sprawdziłyśmy wszystko. Nie ma oznak, że przebywa w dowolnym miejscu w domu. On tak jakby nagle wyszedł. Nie sądzisz, że to dziwne?
Finn wzruszył ramionami. – Być może – przyznał. – Na pewno jest tylko jeden samochód teraz?
- Tak. – powiedziała Faye. Po chwili przypomniała sobie fakturę. – Oh. Ale wygląda na to, że on kupił sobie motocykl. Znaleźliśmy rachunek na dole.
Finn uniósł brwi. – Naprawdę? Motocykl? To nie w jego stylu. Widzieliście to?
- Nie. – powiedziała Faye.
Finn podniósł ręce. – No widzisz? Lucas mówił nam, że chce odwiedzić swoich dawnych znajomych na Florydzie. Założę się, że zrobił to.
- I nic nam nie powiedział? - zapytała Faye. – To po co zorganizował imprezę?
- Pewnie chciał poćwiczyć. Założę się, że zadzwoni.
Faye przekonana potrząsnęła głową. Udała się z powrotem do pokoju Lucasa. – Stwierdziliśmy też…
Wyjaśniała już ślady na podłodze gdy zorientowała się, że Finna koło niej nie było. Finn zatrzymał się. Jego twarz krwawiła.
- Finn? – zapytała. – Co się stało? Wszystko w porządku?
Próbował się uśmiechnąć. – Ja… Czuję się dobrze. – udało mu się, ale usłyszała drgania w jego głosie. Dodał : - Przepraszam. Myślę, że walka potrząsnęła mną bardziej niż myślałem. Więc pójdę już. Zadzwonię do ciebie rano. – Finn podszedł do niej i pocałował ją w czubek głowy.
- Czy chcesz, żebym z tobą.. – spytała, trzymając go czując wstrząsy jego ciała nawet trzymając go przez grubą skórę. – Nie wyglądasz dobrze. Finn odsunął się i uśmiechnął się do Faye.
- Czuję się dobrze. – powiedział ponownie. – Obiecuję. Pogadamy o tym jutro.
- Dobrze. – powiedziała Liz w ciszy. – To było trochę dziwne.
- Jak dotąd wszystko co wydarzyło się dzisiaj jest dziwne. – zauważył Jimmy. – Cóż, powinniśmy już iść. Spróbujemy ponownie skontaktować się z Lucasem, a może Ciocia Pam wie gdzie on jest? Wracajmy. – Jimmy i Liz ruszyli na dół, a Faye wciąż stała. Czy to wszystko przez nią?
2 komentarze:
Hyhy, akurat od tego rozdziału przestałam czytac ; }
...........
Prześlij komentarz